• VTEM Image Show
  • VTEM Image Show
  • VTEM Image Show
  • VTEM Image Show

Witamy na stronie Parafii pw. Chrystusa Króla w Rzeszowie

Królowie życia
Byłam ostatnio świadkiem poniżania pewnej kobiety, ktoś naśmiewał się z jej nieudolności. Miejsce publiczne i żadnej reakcji ze strony pozostałych ludzi. Byli tacy, którzy mieli na ustach głupie uśmieszki a inni stali obojętnie. Pomyślałam sobie: jaki człowiek potrafi być okrutny i podły.
 
Koleżanka ma bardzo ciężką tak fizycznie jak i psychicznie pracę. Mówi do mnie: jeżeli w piekle jest gorzej, aniżeli w mojej pracy, to muszę dobrze przeżyć życie. Ja natomiast wczoraj w jednym ze sklepów nie mogłam oderwać oczu od pięknych kwiatów. Mnóstwo róż, goździków czy tulipanów i też pomyślałam sobie, że jeżeli w niebie jest jeszcze piękniej to trzeba zrobić wszystko, żeby się tam dostać.
 
Tydzień temu w TV Polsat usłyszałam o wypadku samochodowym. Kierowca uderzył w drzewo i wpadł do rowu. Od drogi widać było rozwalony samochód i w środku człowieka. Przejechało kilkanaście aut, nikt się nie zatrzymał. Brzmi niewiarygodnie. Taka obojętność czy znieczulica, nawet nie wiem jak to nazwać, nie prowadzi chyba do nieba. Tak to jednak jest, że Pan Bóg nam o niebie a my o chlebie. Opamiętanie może przyjść za późno.
 
Jeden z głośnych amerykańskich gangsterów powiedział do swojej dziewczyny: jeszcze tylko ostatni napad i będę królem życia. Niestety wcześniej został zastrzelony przez FBI. Pomyślałam sobie, że nie tylko jemu się marzyło, żeby być królem życia, takich naiwnych jest coraz więcej. Życie nastawione na tu i teraz i na „wszystko mogę i wszystko mam idealnie zaplanowane”. To tak nie działa.
 
Moje koleżanki lubią spotkania u mnie w domu. Dzisiaj doszłyśmy do wniosku, że Masterchef jest tylko jeden i jedno miejsce spotkania. Tak też jest z Królem Życia – jest tylko jeden. On wyznaczy czas i miejsce spotkania a z jakim bagażem do Niego wyruszymy, zależy tylko od nas.

Jola

Rzeszów, 16 lutego 2020

Różowa bluza

Kiedyś w sklepie za granicą pomogłam pewnemu Panu w tłumaczeniu. Chciał zapytać ekspedientkę czy jeżeli to, co kupuje będzie niedobre, to czy może zwrócić. Usłyszałam polski język i podeszłam. Pan mi podziękował i powiedział: mamusia mi zawsze mówiła, że bez języka obcego będę kaleką i miała rację, czuję się okropnie, taki bezradny. Moja mamusia doskonale znała niemiecki. Chwilkę jeszcze porozmawialiśmy i gdy odszedł pomyślałam sobie: jaki miły, kulturalny człowiek. Uderzał wielki szacunek i miłość dla zmarłej mamy. Dorosły człowiek mówi: „mamusia” i nie wstydzi się. Przypomniała mi się wtedy koleżanka, która ostatnio powiedziała: zapomniałam o urodzinach mamy, dobrze że fb mi przypomniał.

Odniosłam wrażenie, że Pan, z którym rozmawiałam jest bardzo naturalny. Po tym spotkaniu jakoś tak miło zrobiło mi się na sercu. Tyle chamstwa teraz wokół, a tutaj człowiek, który mówi: z nami ludźmi nie jest jeszcze tak źle. Myślę, że wśród nas są osoby ze szczególnym darem. Wystarczy chwila z nimi i jakoś tak świat wydaje się lepszy. Potrafią być sobą, niczego i nikogo nie udają i może to właśnie jest ich siłą.

Tak naprawdę nie ma znaczenia co myślą o nas inni. Zawsze znajdą się tacy, dla których nasze zalety będą wadami. Życie dane jest nam, a nie tym, którzy nas oceniają. Nikomu nie muszę tłumaczyć się ze swoich porażek, a chwalić sukcesami ja też się nie lubię. Dzielę się po prostu radością z moimi przyjaciółmi czy rodziną.

Pamiętam jak kiedyś przyjechałam do znajomego moim starym samochodem. Nie pasował do reszty pięknych aut, które były na posesji i zaparkowałam go dalej od domu. Gdy mnie odprowadził później do samochodu zapytał: dlaczego tutaj zaparkowałaś? Chcesz udawać kogoś, kim nie jesteś?

Dobre pytanie. Ile dzisiaj jest we mnie, mnie samej. Ile masek mam pod ręką? Życie w prawdzie jest proste. Jeżeli ciągle chciałabym być kimś innym, to tak naprawdę nie wiedziałabym kim jestem. Dodatkowo jeszcze strach, bo może się wydać, że jeżdżę zardzewiałym autem.

Często życie tak się skomplikuje, że wydaje nam się, że już nie ma odwrotu i trzeba brnąć dalej. Nie, tak tylko szepcze strach. A co mówi odwaga: bądź sobą! Bądź bohaterką swojego życia. Zaszalej, bądź miła i szczęśliwa mimo wszystko. Nigdy nie jest za późno. Uwierz, Ty przecież potrafisz.

Ciężko jest ubrać różową bluzkę, gdy inni mają białe. Jednak nie musimy być jak wszyscy, przystosowywać się. Życie trzeba kochać, żeby ono cieszyło. Ludzie podobni do nas docenią szczerość i naturalność. Jest tylko jedna szansa, czasem jeden dzień, czasem jedna chwila.

Jola

Rzeszów, 9 lutego 2020


 
Zaniedbana miłość łupem dla złych uczuć

Kilka dni temu zetknęłam się z kobietą, którą znam bardzo słabo. Zamieniłyśmy wcześniej może parę słów. W czasie tego spotkania ona się rozpłakała. Zapytałam co się stało, ale kobieta tylko potrząsnęła głową i odeszła. Nie dawało mi to spokoju i opowiedziałam o tym koleżance, która zna ją bliżej. Okazało się, że matka tej kobiety miała wylew i stan jest bardzo ciężki. Dowiedziałam się też, że matka z córką nie rozmawiały ze sobą 6 lat, bo matka nie lubiła swojego zięcia. Złość czy upór był tak silny, że ciężko chora babcia nie znała swoich wnuków. Niepojęte, żeby aż tak nienawidzić. Jaka strata tak dla babci jak i wnucząt. Rodzimy dzieci i wydaje nam się, że miłość która temu towarzyszy przetrwa wszystko. Niestety, często dzieje się coś strasznego. Matkę i dziecko dzieli przepaść, której być może żadna ze stron nie umie przeskoczyć. Może czegoś kiedyś zabrakło, może jednak za mało ktoś kochał. Nie wiem.

Ostatnio trafiłam na artykuł o dewastacji kapliczki Matki Bożej na górskim szlaku. W komentarzach pojawiło się zdanie, że powinno się rozliczyć nauczycieli za to, co stało się z dzisiejszą młodzieżą. Łatwo kogoś obarczyć winą, a to przecież ja jestem mamą, ja wychowałam, ja popełniłam wiele błędów. Trzeba wziąć odpowiedzialność. Będzie chyba jeszcze gorzej. Teraz mamy na placach zabaw siedzą z telefonami w ręku. Oczywiście nie wszystkie, ale wiele takich widzę. To samo w autobusach. Dziecko w wózku czy na kolanach a mama gdzieś na fb. Może gdybym dzisiaj była mamą małego dziecka, to robiłabym tak samo. Kiedyś komórki były prymitywne i tak bardzo nie zajmowały czasu. Dzisiaj mając w ręku telefon, możemy znaleźć się w każdym miejscu na świecie i wszystkiego się dowiedzieć. Jednak dziecko to przecież priorytet i ono powinno być pępkiem świata w tym dobrym znaczeniu, jemu musimy poświęcić swój czas, bo to najważniejsza inwestycja naszego życia.

Wiele złych rzeczy wydarzyło się ostatnio w naszym kraju i to z udziałem bardzo młodych ludzi, ale zawsze wśród zła pojawiają się perełki dobra. Mały sześcioletni chłopczyk dzwoni na 112, bo jego mama upadła na podłogę i nie dawała znaku życia. Mądry chłopczyk, bohater. Czasem my dorośli tracimy głowę w podobnej sytuacji, a sześciolatek zachował zimną krew. Czytałam też wczoraj artykuł o śp. Helence Kmieć. Gdy wyjeżdżała z jednej z misji, dzieci podarowały jej to, co miały najcenniejszego - samochodzik zrobiony z drutu, swoją jedyną zabawkę. Niesamowite i wzruszające. Jak wiele serca musiała dać dzieciom, żeby te oddały swój największy skarb. Jednak miłość rodzi miłość, to po pierwsze a po drugie, to nawet nie umiemy sobie chyba wyobrazić takiej biedy z jedną drucianą zabawką. Może właśnie tam, gdzie nie ma za dużo dóbr materialnych, serce jest bardziej otwarte na miłość i dobro, na każdy gest życzliwości.

Nic nie jest nam dane na zawsze. To, co dostajemy wymaga ciągłej pracy i starań. Zaniedbana miłość może być dobrym łupem dla złych uczuć. Kochać, to być. Bez miłości zawsze będzie w życiu czegoś brakowało.

Jola

Rzeszów, 2 lutego 2020


 
Z Nowym Rokiem nowym krokiem

Staram się nigdy nie robić planów, ale przecież trudno bez nich żyć. Zawsze na coś czekamy, do czegoś dążymy, coś postanawiamy. Wiele z tego nie uda się, nie wyjdzie, ale i tak się nie poddajemy. Rodzą się nowe wizje i dążenia. Pewien ojciec, alkoholik i marzyciel, obiecywał swoim dzieciom, że wybuduje im szklany dom. Wspólnie siadali do stołu, wymyślali szklane schody i inne nierealne rzeczy. Dzieci gdy dorosły, odsunęły się od ojca, który zafundował im tułacze życie. Na łożu śmierci, przeprosił jedną z córek za mrzonki, którymi ją karmił długie lata. Córka mu odpowiedziała: fajnie było razem usiąść i planować, czułam wtedy wielką radość. Tak chyba jest, że każdy z nas czuje większą radość gdy marzy czy planuje, aniżeli gdy marzenia się spełnią.

Początek roku, to najlepszy okres na plany czy postanowienia. Najczęstsze, o jakich teraz słyszę, to dieta i sport. Są jednak poważniejsze: zmiana pracy, zaręczyny, walka z nałogiem itd. Czy po prostu - co ja sobie zawsze obiecuję - bycie lepszym człowiekiem. Ludzie często mówią, że tak naprawdę noc sylwestrowa niczego nie zmienia i 1 stycznia jesteśmy tacy sami jacy byliśmy 31 grudnia. Trudno, żeby jedna noc coś zmieniła, ale budzi się w nas chęć zmiany, a to już dużo. Chcemy często zaczynać wszystko od nowa, skończyć wiele zaczętych spraw, być pewniejszym siebie, milszym, sympatyczniejszych czy pomocnym.

To jest właśnie fenomen pierwszych dni Nowego Roku – pozytywne spojrzenie, nadzieja i wiara, że tym razem się uda. Kolejne miesiące to weryfikacja naszych marzeń i planów. Z pewnością wydarzy się wiele rzeczy, których nie chcemy. Życie przyniesie niespodzianki, a my nie jeden raz zawiedziemy samych siebie. Każdy z nas chciałby jednak dzisiaj, żeby to był dobry rok, lepszy od poprzednich. Fajnie, gdy patrzymy w przyszłość pozytywnie i chociaż nie wiemy co się wydarzy, to pozytywne nastawienie uchroni nas od niejednego upadku, załamania czy zwątpienia.

Z Nowym Rokiem nowym krokiem... Dzień coraz dłuższy i marzy nam się wiosna, tak w przyrodzie jak i w życiu. Rzeka błogosławieństw oby płynęła razem z nami i niech strzeże nas Anioł Stróż każdego dnia.

 Jola

Rzeszów, 12 stycznia 2020


 

 
Dla Jezusa

Dzień przed Wigilią. Wczoraj dopiero kupiłam choinkę. W sklepie, do którego trafiłam oczopląsu można dostać od ozdób świątecznych. Zwróciłam na nie uwagę, bo ostatnio znajomy mi powiedział, że znajdziemy w nich wszystko oprócz tego, co naprawdę dla nas chrześcijan jest symbolem Bożego Narodzenia. Nie znalazłam szopki czy Trzech Króli, ale widziałam hipopotamy i wiewiórki. Co te zwierzęta mają wspólnego z Bożym Narodzeniem, to nie wiem. Wiewiórka może zbiera orzechy do ciast świątecznych, ale hipopotam? Wszystkie torebki na prezenty są z napisem Merry Christmas. Żeby tak znaleźć choć jedną na przykład taką: Radości w Boże Narodzenie. Nie ma, wiem że to pewnie chińskie i szkoda, że nie mamy własnych. Rzeszów pięknie ubrany i zakorkowany, a w sklepach szał. Konfesjonały ciągle oblegane, bo wyspowiadać jest się najlepiej pięć minut przed Pasterką.

Ubrałam swoją choinkę, która zresztą po chwili runęła na podłogę. Upiekłam jedno ciasto i zrobię jedną sałatkę. Ile można zjeść przez dwa dni? Ustroiłam trochę swój domek, żeby było miło. To jest zupełnie normalne i tym się cieszę, ale... Oglądam teraz program o siostrach zakonnych i księżach na misji w Nowej Gwinei. Jedna z sióstr zapytana, czy chciałaby wrócić do Polski odpowiada: nie, bo jestem tutaj dla Jezusa, On jest moją pasją. Ilu z nas zapytanych dla kogo tak szalejesz przed Świętami, odpowiedziałoby: dla Jezusa, On jest moją pasją! Jeżeli nasza odpowiedź jest inna, to „Christmas party” możemy urządzić sobie nawet w lipcu.

Większość z nas zje karpia w Wigilię, a przecież jak to napisała nasza noblistka: to barbarzyństwo! Ja akuratnie karpia nie jem, ale rybę lubię i jak świat szeroki ryba była i jest pożywieniem dla człowieka. Nasi pra pra dziadowie żyli z połowu ryb i polowania na zwierzęta. Nie byli barbarzyńcami i ja też się nie czuję. Człowiek powie chyba największą głupotę, żeby zwrócić na siebie uwagę.

W gwieździsty wieczór na końcu świata
Gdzie mała stajenka, nawet nie chata
Z niej dzisiaj Jezus w swojej skromności
Śle nam przesłanie wielkiej miłości
Widzi świat cały oświetlony
Słyszy jak w nocy biją dzwony
Jednak nie tego pragnie i szuka
I gdzie cisza w okno zapuka
Znajdzie sianko na stole i szczerą łzę radości
I tam zagości
Gdzie serce czyste ale spragnione
Dzisiaj Boże Narodzenie! Marzenia będą spełnione.

Jola

Rzeszów, 24 grudnia 2019


 
Jutro będzie, albo nie ...

Czasem tak jest, że myślimy sobie: gdybym mogła to czy tamto zacząć od nowa ... Gdybym ja mogła zacząć od nowa moje życie byłoby zupełnie inne. Z biegiem lat dociera do mnie, że potrafiłabym obejść się bez wielu rzeczy i że do szczęścia tak mało potrzeba. Człowiek zachowuje się często jak przestraszone zwierzę, pędzi niczym w amoku, żeby zarobić na rachunki, kredyty, nowy samochód czy wakacje na Krecie. Żeby awansować, zdobyć sławę, żeby być lepszym, mieć więcej i więcej, a granicy nie widać. Często oglądam reportaże czy czytam o ludziach, którzy rzucili swoje dotychczasowe życie gdzieś w wielkich miastach, żeby zamieszkać w górach i zacząć wszystko od nowa. Byli już chyba u kresu i żeby się nie zagubić wyruszyli na poszukiwanie ciszy i samych siebie. Wielu z nas widzi w nich dziwolągów, a dla mnie to są szczęściarze. Często takie przetarcie oczu, to jak nawrócenie.

Słyszałam ostatnio wypowiedź nauczycielki ze szkoły w Warszawie, że na wywiadówki przychodzą nianie. Byłam i jestem mamą i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Każda chwila z moim synem jest dla mnie bezcenna. Gdy miał 16 lat, rozstaliśmy się pierwszy raz na 2 miesiące. Gdy mogliśmy się wreszcie zobaczyć, pamiętam jak wysiadał z taksówki ze łzami w oczach. Taka więź nie spada z nieba, a raczej spada, ale zaniedbana umiera. Wiem, że świat się zmienia, ale jeżeli pieniądze ważniejsze są od czasu dla siebie, to nie jest dobra zmiana. Oczywiście nie każdy z nas może wszystko rzucić i nie każdy z nas chce zaszyć się na odludziu. Chodzi o to, żeby tak żyć, żeby życie miało sens. Można zdobywać góry i pędzić do przodu, ale tylko wtedy gdy słucha się głosu serca.

Patrząc na Betlejem wiem, że Jezus od samego początku chciał nam powiedzieć, że prawdziwe szczęście można znaleźć w prostocie i że najważniejsza jest miłość do Boga i człowieka.

Ostatnio słyszałam piosenkę bieszczadzkiego zakapiora, którą ciągle nuciłam: „Powiedz mi czy masz dziś dla mnie czas, żeby razem być, może nawet śnić”. W tym właśnie jest sens naszego istnienia. Mieć czas ... wiedzieć co jest ważne i co najważniejsze.

Przed chwilą pewien człowiek powiedział, że przegrał w życiu na najistotniejszym polu: nie umiał dać miłości rodzinie. To chyba też jest nasze przesłanie z Betlejem – dawać miłość, uczyć kochać. Wielkie zadanie i ograniczony czas, bo jak śpiewa dalej bieszczadzki zakapior: „bo czas jak rzeka nam ucieka i tak mija dzień za dniem”.

Jola

Rzeszów, 15 grudnia 2019


 
Jeżeli kocha się życie, to kocha się też ludzi

Gdy usłyszałam o tragedii w Szczyrku, pomyślałam o tym, jak kruche jest życie i jak łatwo zniszczyć to, co zbuduje człowiek. Wystarczyła sekunda i runął wspaniały budynek, stając się cmentarzyskiem dla ośmiu osób. I kto by o tym pomyślał, kiedy jeszcze wczoraj rodzina przygotowywała się do sezonu narciarskiego, Świąt czy Sylwestra. Jeszcze wczoraj tętniło życie w ciągłym zabieganiu, a dzisiaj okopcone kawałki domu straszą swoją nicością. Koniec świata dla rodziców, dziadków i dzieci. Koniec świata dla wielu bliskich tej rodziny. Szok i smutek dla sąsiadów i znajomych, ale też pokora, której człowiek tak bardzo potrzebuje. Szkoda tylko, że pokorniejemy właśnie w obliczu tragedii.

Kilka dni temu idąc wyrzucić śmieci natknęłam się na bezdomnego. Wychodził z komórki koło śmietnika. Był wczesny ranek, więc pomyślałam, że tam spał. Ponieważ nasze spojrzenia się spotkały, to jakoś tak wypaliłam: zimno tam. A on odpowiedział, że już mu to nie przeszkadza. Zapytałam czy długo jest bezdomny i kiedy usłyszałam jego historię, to pojęłam dlaczego żyje właśnie tak. Miał piękną żonę i synka. Mieli dobre prace, przytulny dom, wydawało mu się, że jest panem swego losu. Pewnej niedzieli żona spytała, czy nie pojechałby z nią i synkiem nad jezioro. Nie pojechał, chciał spokojnie obejrzeć mecz. O tym, co się stało później powiadomili go policjanci. Pijany kierowca najechał na samochód jego żony w czasie, kiedy on oglądał mecz. W jednej sekundzie stracił rodzinę i swoje życie. Jego przytulny niegdyś dom, stał się obcy a nawet wrogi, każdy kąt zadawał tylko ból. Wyszedł z niego i już nigdy nie wróci.

Jedna sekunda i wali się dom, wali świat, który był nam najbliższy. Dzieje się coś nieodwracalnego, na co w ogóle nie mamy wpływu. Wydaje się, że od tego momentu będziemy inni, ale nie, ciągle marnujemy czas. Czas, w którym powinniśmy żyć na maxa, ale w tym dobrym znaczeniu.

Ostatnio oglądałam dokument opowiadający o pewnej rodzinie, w której zazdrość doprowadziła do zabójstwa. Zazdrość o dobrą pracę, o to że komuś lepiej się powodzi, a to jest przecież na porządku dziennym. Straszne, co złe uczucia potrafią z nami zrobić. Zatruwają człowieka od środka tak bardzo, że przestaje być sobą, ciągną nas w mrok a to miłość – jak ktoś ładnie powiedział – miłość uskrzydla, pozwala latać. Nie chodzi o to, żeby każdego kochać, bo się nie da, ale chociaż o to, żeby nie zionąć nienawiścią.

Patrząc teraz na oświetlone miasta, zakupowy szał, czerwień Mikołajów, pięknie opakowane prezenty, radość obdarowanych i darczyńców chcemy wierzyć, że dobro nas otuli jak pierwszy śnieg. A jeżeli chodzi o życie na maxa, to właśnie oglądam program The Voice Senior, gdzie wszyscy powtarzają: robić to co się lubi, spełniać marzenia i zawsze być młodym. Podziwiam odwagę tych starszych ludzi, ja takiej nie mam. Odwagę, radość i miłość życia. Tak, właśnie o to chodzi. Jeżeli kocha się życie, to kocha się też ludzi i wtedy można pofrunąć ...

Jola

Rzeszów, 8 grudnia 2019

 

 
Adwentowa świeca

Kiedyś przeczytałam takie zdanie: wziął rybak swoją łódź i odpłynął. Utkwiło mi w pamięci, bo pomyślałam sobie, że wyruszając - od Pana Boga wsiadamy właśnie w swoją łódź, która płynie wyznaczonym dla nas szlakiem. Po drodze zdarzyć może się wszystko: sztorm, huragan, ciche i piękne chwile, jak to na morzu. Nikt nie wie co go czeka, pewne jest tylko jedno, że po dłuższej czy krótszej podróży wrócimy tam, skąd przyszliśmy.

Jedni ludzie odważnie przemierzają swój szlak, chcą wszystko zobaczyć i osiągnąć a inni? Jakoś tak nie do końca wiedzą co zrobić ze swoim życiem i jakie dostali zadanie.

Rozmawiałam ostatnio długo z koleżanką, której rodzeństwo twardo stąpa po ziemi i wszystko ma poukładane, a ona? Sto myśli na godzinę i życiowe plany, które nie wypalają. Podobnie do mnie, nie mam odwagi czy przebojowości i powiedziałam do mojej koleżanki, że życie może szykuje dla nas jeszcze niespodzianki i kiedyś powiemy: tak, to jest to!
Powiedziałam jej też, że ma wielki dar. Bardzo szybko nawiązuje kontakt z ludźmi, bo jak powtarza: ja to taka gaduła jestem. Może nie ma pewności siebie czy przepisu na karierę, ale potrafi rozmawiać i dotrzeć do wielu osób. Tak więc nigdy nie wyruszamy w życiową podróż z pustymi rękami, każdy coś dostaje.

Nie ma nieudaczników. Często ludziom niezdecydowanym chcemy pomóc podjąć decyzję, ale nie zawsze jest to możliwe. Jestem jaka jestem i jeżeli komuś na mnie zależy, musi to zaakceptować. Wytykanie błędów nic nie daje, bardziej dobija aniżeli dopinguje. W wielu ludziach budzi się taki waleczny duch: a dlaczego nie? Spróbuję, zawalczę! Zdarzają się przemiany i zwycięstwa bardzo często. Nie ma też co słuchać tych „wszechwiedzących”, których rady powodują bezsenność. Ja w takich chwilach myślę sobie, że nie jestem tam, gdzie chciałabym być i nie jestem tym, kim chciałabym być, ale może jestem tym, kim Bóg chce żebym była. Jestem żoną, matką, córką i może dla kogoś przyjacielem. Mam pracę, za którą nie przepadam, ale też dostałam kilka darów i talentów i dzięki nim moje życie jest pełne barw. Chciałabym jeszcze... ale kto by nie chciał. Ciągle na coś czekam, na wyjazd, na wyniki egzaminów syna, na lepszą pogodę czy spotkanie. Czekam, marzę i trudno się zatrzymać. Wybiegam w przyszłość, której może nie być i czasem zapominam, żeby cieszyć się chwilą. Nie czekać, nie analizować przeszłości, bo ani jedna jej minuta już nie wróci i nic nie zmienię. Nie żałować, ale żyć. Nie wiem czy moja łódź płynie z falą, ale za drogowskaz obrałam sobie adwentową lampkę, która nigdy nie gaśnie.

I tak wziął rybak swoją łódź i odpłynął... Bo gdzieś tam za horyzontem jest lepszy dzień, jest siła i nadzieja. Jest też wielka niewiadoma, która często budzi strach. Rybak upada i podnosi się, płacze i wątpi. Jednak jest nieugięty jak płomyk adwentowej świecy, który prowadzi go do wielkiego Cudu.

Jola

Rzeszów, 1 grudnia 2019

 
Przyjaźń to dar

Mam koleżankę, którą bardzo lubię i myślałam, że ona mnie też. Kiedy nasze drogi się rozeszły, bo wyjechała do innego miasta, przez jakiś czas utrzymywałyśmy kontakt taki jak zawsze. Kiedy to się urwało dosłownie z dnia na dzień, to ja w głowę zachodziłam co się stało. Spekulowałam, analizowałam itd. Nie mogłam też uwierzyć, że po kilku latach rozmów, wspólnego śmiechu czy innych spraw człowiek o człowieku może tak zapomnieć. Sądziłam, że jeżeli ma coś do mnie, to należą mi się wyjaśnienia. Dosłownie kilka dni temu postanowiłam, że to już rozdział zamknięty. Nie ma co dumać, bo nic nie wymyślę, trzeba uszanować jej decyzję i tyle. Aż tu nagle, wczoraj wieczorem moja koleżanka do mnie napisała. Byłam w szoku i w sumie nie wiedziałam, jak się zachować, ale że ja przeważnie stawiam na szczerość, to powiedziałam jej prawdę.

Powiedziałam, że myślałam o niej każdego dnia i zastanawiałam się co się stało. Że tęsknię za nią i że jeżeli jeszcze raz tak zrobi, to niech się już do mnie nie odzywa, bo jej nie odpowiem. A ona na to: a co miałam napisać, że jeszcze w mojej nowej rzeczywistości nie wydarzyło się nic takiego, czym można się chwalić? Nie chciałam też pisać, że tęsknię. Aha, czyli Ty miałaś zamiar odezwać się, gdy odniesiesz sukces? – zapytałam. Mnie zależy na przyjacielu, w którym cenię głównie serce a nie na przyjacielu, który odnosi sukcesy. Oczywiście wszystko dobre co dzieje się u bliskich mi ludzi bardzo mnie cieszy, ale też cieszę się, gdy dzielą się ze mną tym, co ich boli. Prawdziwa przyjaźń jest jak miłość: na dobre i na złe.

Nikt nie wymaga, żeby druga osoba ze wszystkiego mu się zwierzała. Każdy z nas ma swoje sekrety, których nie zdradzi. Jednak bycie razem tylko w pogodne dni nigdy nie zbuduje głębszej więzi. Będzie jakąś znajomością, ale nie przyjaźnią, dlatego o prawdziwą przyjaźń jest tak trudno. Jak to powiedział ks Pawlukiewicz w jednym ze swoich kazań: ja mam dwóch czy trzech takich kumpli, o których wiem, że w ogień by za mną skoczyli. Mam nadzieję, że u mnie ta liczba byłaby podobna.

Życie jest takie krótkie. Ostatnio ktoś zapytał ile mam lat. Zaczęliśmy rozmawiać i powiedziałam, że gdzieś tam w środku ciągle jestem taka sama i nie zmieniam się, ale lustro w łazience każdego dnia mówi co innego. Mój życiowy bagaż, to wiele doświadczeń smutnych i bolesnych i one mnie nauczyły, że jeżeli zdarza się coś pięknego, to jest darem od losu.

Przyjaźń w zetknięciu z całym złem świata, zazdrością, obłudą czy cynizmem jest perełką. Dobrze, jeżeli trafia się chociaż na chwilkę, ale jeżeli trwa do końca naszych dni, to wtedy jest właśnie sukces.

Jeżeli chodzi o moją koleżankę, to oczywiście gdy postąpiłaby tak jeszcze raz i jeszcze raz, to i tak zawsze jej to zapomnę. Każdy z nas jest inny i ona z pewnością ma swoje powody, dla których postępuje w ten sposób. Chciałam tylko powiedzieć, że nawet gdy chcemy zamknąć się przed światem, to trzeba pamiętać, że ktoś kto jest nam bliski czeka na znak życia.

Jola

Rzeszów, 24 listopada 2019

 

 
... aż do ślubu

Młoda, trzydziestoletnia dziewczyna, która marzy o założeniu rodziny wreszcie kogoś spotkała. Niestety, jak to w życiu bywa na drodze do szczęścia pojawiły się przeszkody. Ona mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie skończyła studia. Ma bardzo dobrą pracę i dużo zarabia. Kupiła dom co prawda na kredyt, ale spokojnie go sobie spłaca, wydała wszystkie oszczędności, żeby ten dom wyremontować. Ma wokół siebie całą rodzinę i psa. On natomiast mieszka w Polsce, ma własną firmę i wyjechać nie może, bo nie zna angielskiego i nie wiedziałby co ze sobą począć za granicą. Dziewczyna przygotowuje się do wyjazdu do Polski. Powiedziała mi dzisiaj: wszyscy mi odradzają, bo przecież tak wiele tutaj osiągnęłam, a w Polsce będę musiała zaczynać od początku. Poza tym będą duże straty finansowe, bo nie wiem za ile uda mi się sprzedać dom i tam będę zaczynać od zera. Muszę zostawić rodzinę, a przede wszystkim rodziców, którzy przyjechali tutaj za mną i moim rodzeństwem. Nie wiem, czy dobrze robię. Zakochałaś się i czujesz się kochana – odpowiadam - więc nie ma się nad czym zastanawiać, idź za głosem serca.

Myślę, że zawsze trzeba zadać sobie pytanie: czego najbardziej pragnę, co jest moim marzeniem i co da mi szczęście. O mojej rozmówczyni można powiedzieć, że bardzo szybko osiągnęła stabilizację życiową. Studia, dobra praca, dom...Ten dom jest jednak pusty, a ja znam ją już chwilę i wiem, że marzyła o rodzinie. Czasem trzeba coś poświęcić czy stracić i nie ma gwarancji, że się opłaci. Życie, to ciągłe ryzyko. Związanie się z drugim człowiekiem, to też ryzyko. Kiedyś pewna kobieta powiedziała: wyszłam za mąż z wielkiej miłości i byłam najszczęśliwszą Panną Młodą. Niestety mąż ją zostawił z trójką dzieci. Tak bywa, ale wiem, że jeżeli czegoś się nie spróbuje czy nie zrobi, to można tego żałować do końca swoich dni.

Muszę wynająć mieszkanie w Polsce a to bardzo drogo – mówi dalej dziewczyna. Jak podzielicie na dwoje, to nie będzie tak strasznie – odpowiadam. My nie zamieszkamy razem aż do ślubu, tak postanowiliśmy – usłyszałam. Przyznam, że byłam w szoku, dzisiaj to już bardzo rzadkie. Jestem pełna podziwu za pięknie postanowienie i za odwagę.

Życzę dziewczynie szczęścia i wierzę, że zostawia swoje wygodnie urządzone życie dla dobrego męża. Wiem, że rodzina a przede wszystkim rodzice będą ją wspierać i cieszyć się widząc ją szczęśliwą. Wyjedzie, ale nie na koniec świata. Chciałam jeszcze tylko powiedzieć, że przez jakiś czas modliłam się do św. Józefa o męża dla tej dziewczyny. Św. Józefie skoro pomogłeś raz, to spójrz znowu przychylnym okiem na tę zakochaną parę, oby byli dla siebie całym światem.

Jola

Rzeszów, 21 listopada 2019

 

 
Zostań Aniołem

Zbliża się adwent, a po nim Boże Narodzenie i temat pomocy drugiemu człowiekowi wraca jak bumerang. Są ludzie, którzy odkryli w sobie powołanie i treścią ich życia jest pomoc biedniejszym, słabszym czy zagubionym. Są też jednak i tacy, którzy właśnie teraz myślą, że może by się w coś zaangażować. I fajnie, że chociaż raz w roku ich serce mocniej zabije dla innych.

Do mnie wczoraj napisała koleżanka, która chce sprawić radość dzieciom z Domu Dziecka i spytała, czy nie kupiłabym prezentu dla chłopca 17 – letniego. Dzieci napisały, o czym marzą a ja przeczytałam, co chciałby dostać Emil: bluza sportowa, skrzynka z narzędziami albo inny przyrząd stolarski i kolorowe skarpetki. Z tymi skarpetami, to nie wiem o co chodzi, pytałam syna, ale też nie wie. Gdy zobaczyłam „bluza sportowa”, to pomyślałam o szafie właśnie mojego syna i o tym, że w niej jest rewia mody. Co chwilę mógłby się przebierać, a tutaj chłopak marzy o bluzie, nie ma nawet marki czy koloru. Syn zaraz zaproponował, że ma fajną bluzę i wcale w niej nie chodzi a wzrost ten sam i mógłby oddać. I gdy tak rozmawialiśmy, to w pewnym momencie zapytał: a ja co dostanę? Odpowiedziałam: Ty masz mnie, prezent od Pana Boga a ja mam Ciebie i wspanialszych prezentów dać sobie nie możemy, darów od Pana Boga nie jesteśmy w stanie przebić.

Skrzynka z narzędziami czy przyrząd stolarski... Chłopcy, którzy mają ojców o coś takiego nie muszą prosić. To jest standardowe wyposażenie każdego domu i każdego taty, ale jeżeli nie ma się domu czy taty... Jutro idę na zakupy i zrobię je z wielką przyjemnością. Ten obcy chłopak stał mi się dzisiaj bardzo bliski i cieszę się, że sprawię mu radość. Mój mąż też się zapalił, szczególnie do tej skrzynki i już planuje jej wyposażenie. Chłopak się ucieszy, ale my cieszymy się bardziej. Gdy mogę zrobić coś dobrego, Pan Bóg daje mi skrzydła, a to wspaniałe uczucie. Może przez chwilę jestem aniołem?

Ostatnio przeczytałam słowa Brata Macieja Błońskiego, który zdaje relację ze swojej pracy na misjach. Dzielił się radosnymi nowinami: że przez kilka godzin dziennie dzieci mogą uczyć się przy świetle, że niedługo będzie chciał zainstalować projektor, żeby można obejrzeć np. mecz Ligi Mistrzów itp. Cieszyły go rzeczy do których my już nie przywiązujemy wagi, nazwał je luksusem. Z fotki, którą zamieścił tryskała radość. Dzisiaj coraz częściej spotykam ludzi zgorzkniałych, smutnych, niezadowolonych. Mamy wszystko, a często nie ma w nas radości. Zachęcam do dawania, do włączenia się w jakąś akcję chociaż ten jeden raz w roku, ale tak całym sercem. Radość na pewno się obudzi.

Dawać i nie analizować, komu to daję i czy to ja powinienem. Po prostu ufać, że to co robię złączy się z innymi gestami dobroci w potężną armię. Jeżeli ktoś ma obiekcje niech spojrzy dzisiaj na szafy swoich dzieci i pudła pełne wspaniałych zabawek, które często są nawet nieruszane i już nie cieszą. Inne dziecko też marzy o najpiękniejszej sukience czy kocyku z koniem, albo klockach lego. Trzeba wyjść poza rodzinny krąg, bo my już mamy swoje prezenty. Mamy siebie, o czym wielu ludzi może tylko pomarzyć.

Jola

Rzeszów, 17 listopada 2019

 
Ojczyzno - jak Matka kochająca

Czerwień, to kolor krwi i miłości. Biel symbolizuje czystość, niewinność i odnowę duchową. Nasze barwy narodowe tak wiele mówią i znaczą. Pod czerwienią kryją się miliony bohaterów, którzy oddali życie za marzenia o wolności i sprawiedliwości, oddali życie za Ojczyznę, za maleńki skrawek ziemi, w którym serce szybciej bije.

Pamiętam zimy, kiedy w śnieżnych zaspach robiło się tunele. Pamiętam wiosny pełne kaczeńców i lata, kiedy burze były łagodne a deszcze ciepłe. Pamiętam rechot żab wieczorami i kąpiel w rzece. Ziemniaczki z kwaśnym mlekiem u babci i zabawę w chowanego. Te wspomnienia to mój dom i nie oddałabym ich nikomu. Dom, który jest maleńką cząstką mojej Ojczyzny, miejscem w którym rosłam i które mnie ukształtowało. Dom, w którym wcześnie rano szło się na rezurekcję a pózną nocą na pasterkę, gdzie dużo rozmawiało się o historii. Nie znajdę tego nigdzie, tylko tam gdzie moje korzenie. W Polsce, najpiękniejszym kraju na świecie. W kraju wolnym i pełnym możliwości.

Nawet gdy jestem daleko, to zawsze blisko. Nie walczę karabinem, ale wszędzie gdzie rzuci mnie życie jestem dumną Polką. Czasem za granicą mówię: jestem z Polski i zdarza się, że ktoś nawet nie wie gdzie to jest. Jednak już coraz częściej słyszę: znam Kraków, jakie to piękne miasto, mili ludzie i pyszne jedzenie macie. Pierogi i ciasta...a ja piekę sernik, częstuję i mówię, że to nasze ciasto narodowe.

Parę dni temu słuchałam wypowiedzi kilku polityków na temat zmiany nazwy ulicy w Żyrardowie. Radni uchwalili, że zniknie nazwa bohatera Generała Augusta Fieldorfa „Nila” a pojawi się nazwa Jedności Robotniczej. Nie mogłam tego pojąć i zgodziłam się z tymi, którzy pytali czy jakiejś nowej ulicy nie da się nazwać ulicą Jedności Robotniczej? Nie można tak znieważać bohaterów, to jest właśnie szarganie świętości. W nazwie ulicy, szkoły, szpitala czy innych instytucji, nasi bohaterowie ciągle będą żywi. Inaczej pójdą w zapomnienie. Prezydent miasta nie zgodził się na zmianę nazwy i za to brawo dla niego. Poczytałam o generale Fieldorfie. Popatrzyłam na zdjęcie przystojnego uśmiechniętego żołnierza i na drugie, gdy już został aresztowany i skazany na śmierć za bohaterstwo i odwagę i muszę radnym miasta Żyrardowa powiedzieć tylko: wstyd.

Ojczyzno...

Biało – czerwona

Jesienią złota, wiosną zielona

Ojczyzno...

Chlebem pachnąca

Jak Matka kochająca

Bez Ciebie nie znałabym swojego imienia

Byłabym jak drzewo bez korzenia.

Jola

Rzeszów, 10 listopada 2019

 

 
Uwielbienie śpiewają dla Ciebie
Powiedziałam dzisiaj do koleżanki, że ciężkie dni nadchodzą: Wszystkich Świętych i Zaduszki, a ja nie mogę odwiedzić grobów moich bliskich. Ona odpowiedziała: ja też mam na cmentarzu tatę, brata i córeczkę. Zaszkliły jej się oczy, a moje serce się zatrzymało.
 
Mówi się o tym, że wydajemy fortunę na znicze i chryzantemy, ale tak naprawdę nie wyobrażamy sobie, żeby tych dni nie było. Gdy staję nad grobem mojego taty, to nie tylko się modlę czy wspominam dobre chwile, ale myślę też o tym, jak życie jest kruche. Pamiętam rzeczy, które dla niego były kiedyś ważne, a dzisiaj już się nic nie liczy. Budzi się we mnie wtedy refleksja nad życiową gonitwą i nad tym co tak naprawdę jest najważniejsze. Wiem też, że nie wolno czekać na jutro. Bywa, że jeżeli zapomni o nas serdeczny przyjaciel, czy ktoś bliski, to po prostu boli. Nikt z nas nie wie jak jest po drugiej stronie, ale może zmarli też pragną naszej pamięci. Pamięć i dobra myśl czy modlitwa, to im z pewnością pomaga i na pewno się należy.
 
Takie dni zadumy dla wielu z nas bolesne są też człowiekowi potrzebne. Robimy często wielkie plany, brniemy w kłamstwach czy nienawiści i zupełnie zapominamy o tym, że śmierć też ma swój plan. Nie kończy życia, w które wierzymy, ale nas rozdziela. Trudno mi jest spojrzeć na ulubiony fotel mojego taty, jest taki pusty. Mimo upływu lat ciągle tęsknię, ale jestem pewna, że straciłam go tutaj na ziemi, ale zyskałam dobrego opiekuna w niebie. Często proszę tatę, żeby się za mną wstawił i żeby mi pomógł. Słyszy, wierzę w to głęboko.
 
Tato już świeczka na grobie
A ja ciągle myślę o Tobie
Jakbyś wczoraj nosił mnie na rękach
Gdy to wspominam serce z tęsknoty pęka
 
Gdzie chryzantemy złoty kwiat
Tam cicho śpi mój brat
I tylko płomień świecy się porusza
Łzy osusza
 
Jest też nadzieja i wołanie
Życie wieczne daj im Panie
Niech wśród aniołów w Niebie
Uwielbienie śpiewają dla Ciebie.

Jola

Rzeszów, 2 listopada 2019


 


 
Bagaż doświadczeń

Poznałam niedawno pewną dziewczynę. Wydała mi się bardzo niesympatyczna, a nawet taka, której lepiej w drogę nie wchodzić i trzymać dystans. Dzisiaj musiałam spędzić z nią kilka godzin i w sumie moje spostrzeżenia okazały się dość trafne. Wiadomo jednak, że jeżeli pozna się historię jakiegoś człowieka, to patrzy się na niego już inaczej.

Rozgadała się, mówiła szybko i dużo. Niezbyt szczęśliwe dzieciństwo. Ojciec zdradzał matkę, a ta z kolei nie bardzo interesowała się córką. Dziewczyna opowiadała mi też o narkotykach i depresji, o fiasku w życiu zawodowym. Odchodziła z wielu prac, bo ludzie źle ją traktowali. Młoda i taka zgorzkniała – pomyślałam.

Historia jakich wiele, życie jakich wiele. Gdy tak patrzyłam na tę dziewczynę, przeszło mi przez myśl, że jeżeli chcielibyśmy jej przeżycia zapakować, potrzebowalibyśmy kilku walizek. Każdy z nas ma swój bagaż, często latami żyjemy z bólem i cierpieniem, którego nikt za nas nie odcierpi. Mimo ciężaru gdzieś tam w środku, chcemy się uśmiechać, łapać szczęśliwe chwile i po prostu żyć. Jeżeli zamkniemy się i w każdym człowieku będziemy widzieć tylko wroga, to jest naprawdę ciężko. Nie usłyszałam od tej dziewczyny słowa „kocham” czy „lubię”. Ja jej powiedziałam: mam serdeczną przyjaciółkę, którą naprawdę kocham. Od niej nic takiego nie usłyszałam.

Wiem, czasem ludzie są tak zranieni, że potrafią żyć tylko swoimi ranami, a to droga do samotności i izolacji. Zawsze jest ktoś... Tak wielu dobrych ludzi jest wokół nas, wystarczy przetrzeć okulary. Łatwo powiedzieć, ale trudno zrobić. Oczywiście, jednak nikt za nas niczego nie zrobi. Nikt nie rozbije naszej skorupy i niewielu będzie próbować. Jeżeli traktujemy ludzi lekceważąco „odczep się, bo co Ty tam możesz wiedzieć o moich przeżyciach”, to nawet najwytrwalsi odejdą. Ja po kilku godzinach z tą dziewczyną zobaczyłam jakiś szary świat. Gdy wreszcie rozstałyśmy się odetchnęłam głęboko i z radością wróciłam do życia, które może nie jest krainą szczęśliwości, ale w którym cieszą nawet kolory październikowej jesieni.

Ludzie weseli, pozytywni i radośni przyciągają. Zawsze niezadowolonych, zgorzkniałych czy wiecznie smutnych unikamy. Nie dlatego, że ciągle chcemy się bawić, ale jeżeli ktoś ma w sobie słońce, my też promieniejemy. Zły bagaż emocjonalny z pewnością dobija, ale jeżeli nie wyruszymy na poszukiwanie radości, to nasze życie będzie samotnią. Gdy boli ciało, czasem wystarczy tabletka. Gdy cierpi dusza trzeba ogromu miłości. Często miłość jest głęboko i trzeba ją odnaleźć tak w kimś jak i w sobie.

Oglądałam wczoraj piękny film opowiadający historię, która wydarzyła się naprawdę. Pewne bardzo bogate małżeństwo brało czynny udział w akcjach charytatywnych na rzecz bezdomnych. Sami borykali się z kryzysem małżeńskim i tak naprawdę od dłuższego czasu żyli razem, ale osobno. Gdy mąż przyznaje się żonie do zdrady ona mówi: spakuj się i odejdź albo zostań ze mną i będziemy o nas walczyć. Został. Pewnego dnia kobieta jedzie z nim do jadłodajni dla bezdomnych. Każe mężowi założyć fartuch i rozdawać posiłki. On proponuje czek na dowolną sumę, żeby tylko stamtąd wyjść. Żona nie ustępuje i stawia na swoim. Od tego czasu byli tam już zawsze razem a ich zapomniana miłość przy najdroższych obrazach świata, którymi handlowali, budziła się na nowo wśród ludzkiej biedy. Mąż zobaczył, że jego żona okazywała bezdomnym tyle serca, iż wielu z nich ją pokochało. Czesała i malowała kobiety, odwracała je do lustra i mówiła: popatrz jaka jesteś piękna. Razem z mężem zaprzyjaźnili się szczególnie z jednym człowiekiem - czarnoskórym mężczyzną, o którego przeżyciach można by napisać książkę, zranionym aż do kości. Gdy Deborah umiera na raka, mężczyzna mówi na jej pogrzebie: zmieniła mnie, dała mi nowe życie, była wysłana od Boga. Później jeździli po całym kraju z jej mężem, opowiadali swoją historię i zebrali dla bezdomnych miliony dolarów.

Była dla niego Aniołem. Nie każdy z nas ma szczęście spotkać takiego anioła, a może Pan Bóg wie, że mamy w sobie tyle siły, żeby zawalczyć o piękno w swoim życiu. Warto, by poczuć się – jak to ktoś ładnie ostatnio powiedział – poczuć się jak motyl.

Jola

Rzeszów, 27 października 2019


 

 
Wystarczy odrobina zrozumienia

Wchodząc dzisiaj do pewnego budynku, natknęłam się w drzwiach na rodzinę z dziećmi. Tata wychodził pierwszy i chciał, żebym sobie weszła zanim wyjdą jego dzieci i żona. Powiedziałam, że nie, że mam przecież czas i mogą sobie spokojnie wychodzić. Chłopcy schodzili ze schodów bardzo powoli, bliźniacy w wieku około 12, 13 lat. Niepełnosprawni tak ruchowo jak i umysłowo, z plecaków wystawały im pluszaki. Przechodząc obok mnie każdy z osobna powiedział „dzień dobry”. Na końcu szła mama, uśmiechnęła się i przytrzymała mi drzwi. Poszli w swoją stronę, a ja w swoją. W głowie przeleciała mi myśl: jakie ciężkie życie mają rodzice tych chłopców, ile musieli dla nich poświęcić. Takie poświęcenie wynika tylko z miłości.

Matka może nigdy nie pracowała, jej codzienność, to dzieci i dom. Nie mówię, że to jakieś nieszczęście, bo są kobiety, które to uwielbiają. Jednak są i takie, które chciałyby wyjść po prostu do ludzi, żeby na chwilę oderwać się od trosk, od często czarnych myśli. Kiedyś w podróży siedziała obok mnie młoda dziewczyna z dzieckiem. Chłopiec był bardzo ruchliwy, jego mama przepraszała, bo gdzieś mnie niechcący trącił czy kopnął. Powiedziałam jej, że nie ma za co przepraszać, a ona się rozpłakała. Nie wie Pani jacy są ludzie – mówiła przez łzy. Myślą, że ja go źle wychowuję, a mnie już ręce opadają. Nie mogę iść do pracy, skończyć studiów, cały swój czas poświęcam synowi. Czasem zostawiam syna u mamy, ale mój tata nie może pogodzić się z tym, że syn jest jaki jest i wychodzi z domu. Ma ADHD i boję się, że może być jeszcze gorsza diagnoza. Jedziemy do Pani psycholog, ona jest fantastyczna. Rozumie mnie i mojego syna, mogę u niej odetchnąć pełną piersią. Nawet Pani nie wie, z jaką nietolerancją się spotykam na każdym kroku. Najpierw w przedszkolu, teraz w szkole. Na szczęście sąsiadka w bloku, to wspaniała kobieta, bo syn jest bardzo głośny. Gdy zapukała do mnie pewnego dnia, obleciał mnie strach, że pewnie z pretensjami. Ona jednak chciała tylko o coś zapytać i powiedziała mi, że kiedyś stanowili z mężem rodzinę zastępczą i jest przyzwyczajona do hałasu. Odetchnęłam z ulgą. Nie wiem co będzie dalej. Dobrze, że finansowo nie jest u nas tak źle, bo za terapię z dojazdami płacę około 1500zł miesięcznie.

Tak wygląda życie matek z niepełnosprawnymi dziećmi czy z dziećmi z różnymi orzeczeniami: ADHD, spectrum autyzmu czy innymi. Znajoma lekarka powiedziała mi, że takich dzieci jest coraz więcej. Lekarze i terapeuci być może wiedzą z czego to wynika, ale jak usłyszałam od mojej rozmówczyni: ja już się nad tym nie zastanawiam i nie pytam, dlaczego właśnie mój syn. Cieszę się po prostu każdym jego lepszym dniem tak w szkole jak i w domu i o każdy lepszy dzień będę walczyć. Tak, życie tych rodziców to często walka z instytucjami i ludźmi, którym przeszkadza, że dziecko krzyczy a im się należy święty spokój. W takim razie innym też się należy, ale go nie dostali.

Oglądałam kiedyś film o matce wychowującej niepełnosprawnego umysłowo syna. Gdy kobieta dowiaduje się, że ma nowotwór i niewiele czasu jej zostało, prosi ojca dorosłego już chłopaka, żeby się nim zajął. Ojciec, który przed laty opuścił rodzinę nie potrafi przełamać niechęci czy wstydu i odmawia. Zdesperowana kobieta prosi najbliższego przyjaciela, żeby po jej śmierci spowodował wypadek i żeby jej syn zginął. Mężczyzna odmawia, ale gdy po jakimś czasie znajduje chłopaka w ośrodku nafaszerowanego lekami, zabiera go stamtąd do siebie. Idą na spacer na tory kolejowe, gdzie zostawia dwudziestolatka z rozumem dziecka przed nadjeżdżającym pociągiem...

To oczywiście film i drastyczne, straszne rozwiązanie, jednak wielu rodzicom myśl „co będzie gdy nas zabraknie” spędza sen z oczu.

Dzisiaj w pracy wsiadłyśmy z koleżanką do windy, a razem z nami matka z dziewczynką z zespołem Downa. Bardzo ciężki przypadek, dziecko tylko wyło. Moja koleżanka zachowała się cudownie. Zagadała matkę, do dziewczynki zwracała się tak zwyczajnie, że aż na twarzy matki zobaczyłam rozpromienienie. Wysiadłyśmy z windy, poprosiłyśmy kogoś z obsługi, żeby pomógł kobiecie z tak chorym dzieckiem znalezienia pokoju, do którego chciała dotrzeć. Niby nic, ale dla matki to było wielkie coś.

Nie trzeba wiele. Wystarczy odrobina tolerancji, życzliwości i zrozumienia, żeby na zatroskanej twarzy namalować tęczę.

Jola

Rzeszów, 20 października 2019


 
Przyjaciel

Któż z nas nie pamięta komików wszechczasów, Flipa i Flapa. Ostatnio oglądałam film o nich, a raczej o Stanie Laurelu i Olivierze Hardy'm. Film nie tylko o ich karierze, ale przede wszystkim o wielkiej przyjaźni. Gdy na końcu lektor przeczytał, że po śmierci Stana, Olivier nie wystąpił już nigdy na scenie i do końca swych dni pisał scenariusze dla Flipa i Flapa, z oczu popłynęły mi łzy. Taka piękna przyjaźń, która nigdy się nie kończy.

Na spowiedzi usłyszałam od księdza, że przebaczenie jest darem i że to też łaska. To samo pomyślałam o przyjaźni, że jest darem i że nie każdy z nas przeżyje taką jak Flip i Flap.

Wczoraj przeczytałam na fb, że umierająca w hospicjum starsza Pani szuka domu dla swojego pieska Fredzia. Piesek trafił do schroniska, a kobieta wie, że to nie jest miejsce dla niego. Byli razem 10 lat. Pies potrafi być przyjacielem, a człowiek odwdzięcza się tym samym. Ile troski o zwierzę w godzinie śmierci. Szczerze mówiąc chciałam wziąć pieska, ale okazało się, że jest w Sopocie, a poza tym schronisko ma pewne wymagania, których nie byłabym w stanie spełnić. Tak mi się przypomniało, że ostatnio pod jakimś postem ze schroniska przeczytałam: błąkające się i niczyje psy powinno się usypiać.

Często w tłumie ludzi jesteśmy bardzo samotni. Czy na odwrót, moja koleżanka myślała, że jest sama, ale gdy przytrafiło jej się nieszczęście okazało się, że całkiem blisko ma mnóstwo pomocnych dłoni. Tak więc warto mieć oczy otwarte i gotowe serce. Zaniedbałam wiele przyjaźni, ale ostatnie lata nauczyły mnie, że nigdy nie jest na nią za późno. Przyjaciel – jak to pięknie brzmi.

Jola

Rzeszów, 13 października 2019


 

 
Mój szczęśliwy dzień

Jesień już na całego. Lato przeleciało nie wiedzieć kiedy. Dzień niby podobny do dnia, ranne wstawanie, szykowanie siebie do pracy czy dzieci do szkoły. Jakaś szybka kawa i burza w głowie, bo przecież tyle trzeba dzisiaj ogarnąć. Ciągły bieg i tylko czasem chwila refleksji i powrót do marzeń. Wiele rzeczy miało się przecież w moim życiu wydarzyć, a jest zwyczajność. Nie tak miało być. Marzyłam, żeby zostać kimś innym i gdzie indziej. Szczęście uciekło chyba wraz z planami na przyszłość, bo zabrakło mi samozaparcia, odwagi, siły czy przychylności losu. Ten gorszy moment dnia przerywa dźwięk w telefonie. Moje dziecko wysłało mi serduszko na dobry ranek. Patrzę na to serce i kilka uśmiechniętych buziek i myślę sobie: za jakim szczęściem ja w zasadzie tęsknię? Jest w każdym na pozór zwyczajnym dniu, ale gdy przyjdzie dołek życiowy przestaję je dostrzegać.

Wczoraj oglądałam program „Nasz nowy dom”. Ekipa Katarzyny Dowbor przyjechała tym razem do trzydziestoletniej kobiety, która sama wychowuje pięcioro dzieci w wieku od dziesięciu do czterech lat. Rodzina przeżyła piekło z mężem i ojcem alkoholikiem. Bohaterka programu opowiada, że wyszła kiedyś z dziećmi na spacer, mąż wracał pijany i zaczął ją bić na ulicy na oczach dzieci. Udało jej się wyrwać, pobiegła do domu, spakowała tylko to, co zmieściła do jednego worka i uciekła z dziećmi. Zamieszkała w domu rodzinnym, który w zasadzie na moje oko nadawał się do rozbiórki. Wspominam o tej rodzinie, bo w niej na przekór wszystkiemu i w niewyobrażalnym koszmarze narodziło się wielkie szczęście. Uśmiechnięta mama, kiedyś biegaczka i wspaniałe dzieci. Rzadko się słyszy tak mądre wypowiedzi chłopców w wieku 6, 8 i 10 lat. Jeden mówi: chciałem obronić mamę, ale nie miałem siły. Tyle miłości i radości, tyle pozytywnej energii, że można pozazdrościć. Dzisiaj mają już piękny dom, który należał im się od zawsze. Patrząc na piątkę mądrych i grzecznych dzieci, zastanawiałam się też jak tej kobiecie udało się tak wspaniale je wychować. Przy mężu tyranie, w strasznych warunkach mieszkaniowych i czasami nie dojadając. No cóż nie warunki mają tutaj znaczenie, ale serce tej kobiety, które chociaż bardzo poranione, kochać nie przestało.

Moja koleżanka ma trudne dziecko. Każdy lepszy jego dzień w szkole, pochwała od Pani czy nawet małe osiągnięcie, to dla niej chwile szczęścia. Inna w sobotę ma urodziny. Przychodzi najbliższa rodzina, której dawno nie widziała i dziewczyna mi pisze: ile radości. To jest szczęście i może nie takie z naszych planów czy marzeń ale to z codzienności, które wszystko bije na głowę. Przecież jak łzy z oczu mogą nie polecieć, kiedy mały chłopczyk mówi: chciałem mamę obronić. Matka nie zamieni tego na żadne inne szczęście. Jak można się nie wzruszyć, kiedy wracam z pracy a stół już nakryty i z kuchni ładnie pachnie, bo mąż się postarał. Ile dni, tyle szczęśliwych chwil i każdy ma swoje. Chodzi tylko o to, żeby przestać patrzeć gdzieś w horyzont czy rozliczać przeszłość, ale spojrzeć na swój dzień. Taki zwyczajny, pełen trosk, dramatów, ciężkiej pracy, ale też szczęścia w słowach, gestach czy zdarzeniach.

Jola

Rzeszów, 6 października 2019

Znalezione obrazy dla zapytania usmiechnij sie i zrob wszystko zeby to byl dobry dzien

 
Ludzi dobrej woli jest więcej

W jednym z nigeryjskich stanów znaleziono budynek, w którym przetrzymywano kilkaset osób, w większości dzieci. Jak donosi policja byli oni skuci kajdanami, torturowani i gwałceni. Przeczytałam dzisiaj o tym okrucieństwie, bo dla mnie jak i dla większości ludzi przynajmniej w Europie coś takiego nie mieści się w głowie. Gdy skończył się tekst pod spodem zaczęły się komentarze. Wcale nie jakieś współczujące, ale puste i głupie. Ktoś się nawet czepił redaktora, że zrobił błąd gramatyczny. Nie wiem co się dzisiaj z ludźmi dzieje. Ciężko pojąć taką bezduszność. Jedni zapłaczą nad losem skrzywdzonego zwierzęcia, ale są też tacy, których cieszy nieszczęście nawet sąsiadów czy znajomych.

Pewnej rodzinie zginął piesek. Poszukiwania były bardzo zaawansowane. Właścicielka psa reagowała na każdy sygnał od ludzi i jechała w miejsce, gdzie zwierzę było ostatnio widziane. Gdy zadzwonił pewien Pan, pojechała z nim porozmawiać. Mężczyzna powiedział: mogłem go złapać, ale był brudny i zbrudziłby mi samochód. Kobieta odpowiedziała: zapłaciłabym Panu za sprzątanie. Piesek jest mały i wystraszony. Co mogłoby zrobić takie zwierzę w samochodzie? Zero współczucia i już nie mówię dla psa, ale chociażby dla tych którzy go szukają. Jednak obok bezduszności Pana z samochodu jest Pani ze sklepu, która dawała kawałki kiełbasy szukającym i mówiła: daj Boże, żeby się znalazł. Była też troska i chęć pomocy wielu innych ludzi.

Ostatnio dostałam wiadomość od mojej koleżanki, w której przeczytałam: zbierałyśmy z Julcią kasztany, ile radości. Mamy tylko pięć, ale tak cieszą. Cieszą jak ludzie dobrej woli, którzy pojawiają się obok ludzi czasem nawet odrażających przez swoją wrogość czy obojętność.

Nie tak dawno pewien człowiek wyrządził mi krzywdę. Oczernił mnie i narobił plotek. Światu pokazuje pobożną twarz, ciągle w kościele i zawsze przyjmuje Komunię Świętą. Poczułam odrazę i nawet niechęć do kościoła. Wszystko takie zakłamane – pomyślałam. Jednak znam przecież tylu wspaniałych ludzi z tego samego kościoła, których uśmiech czy dobre słowo leczą moją ranę. Są jak kasztany mojej koleżanki, może nieliczne ale jakże cieszą.

Jesteśmy tacy różni – usłyszałam dzisiaj od koleżanki. Tak, możemy być dobrzy albo źli, możemy być wrażliwi albo obojętni, wiele zależy od nas samych. Ludzie dobrzy często przez skromność nie doceniają swojej wartości. Są bezcenni dla świata i chwała Panu, że można ich spotkać nawet na końcu świata.

Jola

Rzeszów, 29 września 2019

 

Znalezione obrazy dla zapytania ludzi dobre woli jest wiecej

 
Zeznanie

Pewien mężczyzna, głęboko wierzący Żyd, wbiega na lekarską Izbę Przyjęć z żoną i chorym synkiem. Dziecko ma gorączkę i majaczy. Pielęgniarka, lekarz i ochroniarz lekceważą jego błagania o pomoc i każą czekać w kolejce. Zdenerwowany stanem syna ojciec jedzie do drugiego szpitala. W taksówce dziecko umiera. Po jakimś czasie mężczyzna, który nie radzi sobie z bólem zabija osoby odpowiedzialne za śmierć syna. Żegna się z żoną i oddaje w ręce policji. Ludziom, dla których pracował jest bardzo na rękę, żeby został uznany za niepoczytalnego i żeby nigdy nie mógł zdradzić sekretów ich firmy. Wynajmują dobrego adwokata, który zostanie prokuratorem generalnym w zamian za zamknięcie winnego w szpitalu psychiatrycznym. Niestety, sam zainteresowany odmawia. Chce dostać maksymalną karę jaką może wymierzyć mu sąd. Zabił, przyznał się do winy i chce odpokutować. Zawsze był uczciwym człowiekiem, żył zgodnie z Bożymi przykazaniami i dlatego postrzegany był jako dziwak. Gdy odmówił szpitala dla psychicznie chorych i chciał dożywotniego więzienia, ludzie uznali go za wariata.

Opowiedziałam krótko film o człowieku, który bardzo zgrzeszył i chce ponieść za to karę, o ludziach żerujących na jego uczciwości i o adwokacie, w którego sumieniu toczy się walka dobra ze złem.

Oglądając ten film zastanowiłam się nad tym, czy gdybym dzisiaj miała skreślić z Dekalogu przykazania, które łamię, to ile by mi zostało tych, którymi każdego dnia żyję. A także, czy przykazań przestrzegam, bo muszę czy dlatego, że chcę. Odpowiedziałam sobie, że chcę przestrzegać, ale są takie, które łamię każdego dnia. Większość ludzi mówi, że życie wg przykazań jest trudne. Ci, którzy nimi żyją twierdzą, że ich życie jest proste. Myślę, że Ci drudzy mają rację i że Pan Bóg nie rzucił nam kłód pod nogi, lecz koło ratunkowe.

Przykazania i Ewangelia, to życie w prawdzie a człowiek właśnie z prawdą ma problem. Jeżeli mówimy prawdę, to tak jak ten bohater filmu, jesteśmy uznawani za wariatów. Łatwiej więc żyć w kłamstwie, a zakłamani jesteśmy bardzo. Kłamiemy każdego dnia, małe kłamstewka mają często poważne konsekwencje. Ja parę dni temu skłamałam w dobrej wierze, chciałam zrobić coś dobrego, ale niestety nie udało się. Kłamstwo to kłamstwo i te „w dobrej wierze” nie istnieją.

Żyć w prawdzie, nie zdradzać, nie oszukiwać, nie kraść, nie łamać danego słowa i nie mówić fałszywego świadectwa – to droga do czystego sumienia. Zgrzeszyć i odpokutować, kto tak potrafi? Raczej staramy się ukryć swoje winy. Nawet spowiedź święta bywa już zakłamana.

Moja koleżanka żyje w związku niesakramentalnym i bardzo chciałaby przystąpić do komunii św. Znajoma jej powiedziała: to się księdzu nie przyznawaj. Teraz wielu ludzi tak robi. Widzi się czasem kogoś kto naprawdę jest niedobry każdego dnia, kłoci się z sąsiadami, bluźni a w niedzielę ręce złoży i idzie do komunii św.

Wszyscy grzeszymy, taki już jest człowiek i umieć się się do tego przyznać to chyba mała dróżka do świętości.

Przykazania jako dzieci wkuwamy na pamięć, ale do życia mają nam się nie wtrącać. Czasem ludzie, którzy ich nie znają są sprawiedliwsi od nas chrześcijan. Nie chcę przynieść wstydu Jezusowi, który powiedział „Przykazanie nowe daję Wam...” i dlatego jeżeli raz wyrządzę krzywdę człowiekowi, to później dziesięć razy mu to wynagradzam.

Jola

Rzeszów, 22 września 2019

 

Obraz może zawierać: 1 osoba

 

 

 
Zamień złość na wdzięczność a zazdrość na radość

W czasie ostatniej podróży samolotem, usiadła obok mnie uśmiechnięta kobieta. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że pogadamy i podróż szybko zleci. Jakieś 20 minut po starcie zasłabła jedna z pasażerek. Cała załoga samolotu zbiegła się, żeby udzielić pomocy. Byłam przerażona sytuacją i podziwiałam sprawność stewardesy, która naprawdę wiedziała co robi. Pani obok mnie powiedziała, że tydzień temu zmarł pasażer w samolocie linii Ryanair i dodała z uśmiechem: ale jaka piękna śmierć, taka w obłokach. Spojrzałam na nią i po prostu mnie zatkało. Kobieta powtórzyła jeszcze bardziej roześmiana: piękna śmierć, taka w obłokach. Tym razem spojrzałam na nią wymownie i już do końca podróży nie zamieniłyśmy ze sobą ani słowa.

Zastanawiałam się co to w ogóle było. Sarkazm czy jakaś fascynacja śmiercią. Być może chodziło o to, że człowiek odszedł tak blisko nieba. Nie wiem, ale lekkość tej wypowiedzi zszokowała mnie. Wiem, że umrę i że każdy z nas jest śmiertelny. Jak to powiedział mój ulubiony aktor amerykański Morgan Freeman: mam miliony dolarów w banku, ale nie kupię za nie zdrowia ani nie przedłużę życia. To prawda i wiem, że śmierć idzie za nami jak cień i czeka na swój moment. Jednak ten moment najmniej spodziewany jest dla rodziny straszliwym ciosem i nie umiem lekko podejść do podobnych zdarzeń.

Zaczął się rok szkolny i rozmawiałam parę dni temu z nauczycielką klasy pierwszej Szkoły Podstawowej, która ma wśród dzieci chłopca autystycznego. Ponieważ jestem trochę w temacie, to zapytałam, czy dziecko ma nauczyciela wspomagającego. Nauczycielka odpowiedziała: nie, matka mnie prosiła, żebym spróbowała sama z nim pracować, bo bała się napiętnowania. Usłyszałam to nie pierwszy raz. Rodzice dzieci „innych” boją się napiętnowania. Izolują się od ludzi, zamykają ze swoim problemem. Właśnie oglądam Drogę Krzyżową z okazji Polski pod Krzyżem i w pierwszej stacji mężczyzna opowiadając świadectwo swojej wiary powiedział: nasz spowiednik nauczył nas zamieniać złość na wdzięczność. Patrząc na dzieci w jakiś sposób niepełnosprawne też powinniśmy się uczyć zamieniać złość na wdzięczność. Są przysłane przez Boga a przecież wszystko i wszyscy jesteśmy po coś.

Moja koleżanka po kilku latach pobytu w Szkocji, wróciła do Polski. Napisała do mnie z pociągu jadącego z Gdańska do Krakowa: ludzie w przedziale tacy smutni, już wiem, że to Polska. To samo powiedział mi kolega, który wrócił z Portugalii - po powrocie najbardziej brakuje mi roześmianych twarzy. Kiedyś ksiądz w kościele, do którego często chodzę zapytał: czemu Wy jesteście tacy smutni? Chrześcijanin to człowiek radości. Może idąc za radą wspomnianego spowiednika powinniśmy zamieniać złość na wdzięczność czy zazdrość na radość.

I jeszcze jedno przeżycie z tego tygodnia. Znajomi przygarnęli psa ze schroniska. Ktoś im powiedział: w życiu bym nie wziął, co inne rasowego. Czyli co, najważniejsza jest rasa, marka, pochodzenie? Taki zwykły kundelek nie zasługuje na pogłaskanie?

Wczoraj Polacy byli zaproszeni, by stanąć pod Krzyżem i tak wpadło mi do ucha, żeby Boga zapraszać do swojej rzeczywistości. I tutaj jest sedno spawy, jednak żeby to zrobić trzeba wiary, religijność nie wystarczy. Człowiek wiary uśmiechnie się, pokocha inność i pogłaszcze kundelka. Mam nadzieję, że takich jest więcej.

Jola

Rzeszów, 15 września 2019

Obraz może zawierać: buty

 
Teściowe i synowe

Pracowałam kilka lat z młodymi dziewczynami i w naszych codziennych rozmowach temat teściowej powracał jak bumerang. Niestety, teściowe były z reguły te złe i nielubiane. Starałam się zawsze jakoś tłumaczyć obce dla mnie kobiety, przede wszystkim dlatego, że sama mam syna i mam nadzieję, że kiedyś będę miała synową.

Czasem, gdy dzwonię do mojej koleżanki na telefon stacjonarny, odbiera jej teściowa. Gdy proszę koleżankę, teściowa krzyczy: Elunia, do Ciebie. Wiem, że moja koleżanka jest dla niej jak córka. Można i tak, ale jakoś nie zawsze wychodzi. Parę dni temu jedna mężatka z kilkuletnim stażem powiedziała coś bardzo ważnego o swojej teściowej: zmieniła się, bo widzi że mimo tego jaka jestem, jej syn mnie kocha i jest ze mną po prostu szczęśliwy. Dotarło wtedy do mnie, że w sumie nie jest ważne czy moja synowa będzie gotować obiady i będzie dobrą gospodynią, najważniejsze żeby syn był szczęśliwy.

Kiedyś koleżanka syna upiekła ciasto. Syn przyniósł je do domu a ja powiedziałam, że to zakalec. Mój syn odpowiedział: to przeze mnie, bo ja pomagałem. Spodobała mi się jego postawa, będzie kiedyś umiał bronić swojej żony. Jeżeli jest miłość w małżeństwie, to trzeba jej bronić.

Moja koleżanka ma dziecko z problemami. Trochę inne od wszystkich, niestety rodzina męża nie rozumie powagi sytuacji i dziecko dostaje prezenty zupełnie dla niego nieodpowiednie. Koleżanka wychodzi na tę złą, która gardzi czy też dziwaczy. Tutaj powinien działać mąż, stanąć murem za żoną i rozmawiać z rodziną.

Synowa i teściowa, matka i żona i dwie różne miłości. Ta, która wychowała nie zawsze chce odciąć pępowinę. Chciałaby urządzać synowi małżeńskie życie i położyć na łóżku w sypialni bordową narzutę. No cóż, okazuje się jednak, że synowa chce szarą i to ona ma prawo do wybrania koloru.

Często wydaje nam się, że wszystko wiemy najlepiej. To głupie przekonanie o własnej nieomylności, zwyczajny egoizm potrafi zrujnować wiele małżeństw. Wzajemne żale i pretensje są jak rak w rodzinie. Potrzebne są kompromisy i umiejętność wybaczania. Są oczywiście różne sytuacje, zdarzają się po prostu złe synowe, które zaniedbują dzieci i złe teściowe, które buntują synów przeciwko ich żonom. Jednak w większości rodzin wystarczy odrobina dobrej woli i dużo można naprawić. Syn nigdy nie odchodzi na zawsze. Rozpoczyna po prostu nowy etap w życiu, a rolą matki jest modlić się, żeby ten etap był najszczęśliwszy.

Jola

Rzeszów, 8 września 2019

Znalezione obrazy dla zapytania tesciowe i synowe

 

 

 

Więcej artykułów…

  1. Co jest w życiu najważniejsze?

 
Parafia rzymsko - katolicka pw. Chrystusa Króla w Rzeszowie

ul. Ks. J. Jałowego 37 A
35-010 Rzeszów
Tel.: (17) 853 24 82
WWW: www.chrystuskrol.rzeszow.pl
E-mail:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.