• VTEM Image Show
  • VTEM Image Show
  • VTEM Image Show
  • VTEM Image Show

Witamy na stronie Parafii pw. Chrystusa Króla w Rzeszowie

Przyjaciel

Któż z nas nie pamięta komików wszechczasów, Flipa i Flapa. Ostatnio oglądałam film o nich, a raczej o Stanie Laurelu i Olivierze Hardy'm. Film nie tylko o ich karierze, ale przede wszystkim o wielkiej przyjaźni. Gdy na końcu lektor przeczytał, że po śmierci Stana, Olivier nie wystąpił już nigdy na scenie i do końca swych dni pisał scenariusze dla Flipa i Flapa, z oczu popłynęły mi łzy. Taka piękna przyjaźń, która nigdy się nie kończy.

Na spowiedzi usłyszałam od księdza, że przebaczenie jest darem i że to też łaska. To samo pomyślałam o przyjaźni, że jest darem i że nie każdy z nas przeżyje taką jak Flip i Flap.

Wczoraj przeczytałam na fb, że umierająca w hospicjum starsza Pani szuka domu dla swojego pieska Fredzia. Piesek trafił do schroniska, a kobieta wie, że to nie jest miejsce dla niego. Byli razem 10 lat. Pies potrafi być przyjacielem, a człowiek odwdzięcza się tym samym. Ile troski o zwierzę w godzinie śmierci. Szczerze mówiąc chciałam wziąć pieska, ale okazało się, że jest w Sopocie, a poza tym schronisko ma pewne wymagania, których nie byłabym w stanie spełnić. Tak mi się przypomniało, że ostatnio pod jakimś postem ze schroniska przeczytałam: błąkające się i niczyje psy powinno się usypiać.

Często w tłumie ludzi jesteśmy bardzo samotni. Czy na odwrót, moja koleżanka myślała, że jest sama, ale gdy przytrafiło jej się nieszczęście okazało się, że całkiem blisko ma mnóstwo pomocnych dłoni. Tak więc warto mieć oczy otwarte i gotowe serce. Zaniedbałam wiele przyjaźni, ale ostatnie lata nauczyły mnie, że nigdy nie jest na nią za późno. Przyjaciel – jak to pięknie brzmi.

Jola

Rzeszów, 13 października 2019


 

Mój szczęśliwy dzień

Jesień już na całego. Lato przeleciało nie wiedzieć kiedy. Dzień niby podobny do dnia, ranne wstawanie, szykowanie siebie do pracy czy dzieci do szkoły. Jakaś szybka kawa i burza w głowie, bo przecież tyle trzeba dzisiaj ogarnąć. Ciągły bieg i tylko czasem chwila refleksji i powrót do marzeń. Wiele rzeczy miało się przecież w moim życiu wydarzyć, a jest zwyczajność. Nie tak miało być. Marzyłam, żeby zostać kimś innym i gdzie indziej. Szczęście uciekło chyba wraz z planami na przyszłość, bo zabrakło mi samozaparcia, odwagi, siły czy przychylności losu. Ten gorszy moment dnia przerywa dźwięk w telefonie. Moje dziecko wysłało mi serduszko na dobry ranek. Patrzę na to serce i kilka uśmiechniętych buziek i myślę sobie: za jakim szczęściem ja w zasadzie tęsknię? Jest w każdym na pozór zwyczajnym dniu, ale gdy przyjdzie dołek życiowy przestaję je dostrzegać.

Wczoraj oglądałam program „Nasz nowy dom”. Ekipa Katarzyny Dowbor przyjechała tym razem do trzydziestoletniej kobiety, która sama wychowuje pięcioro dzieci w wieku od dziesięciu do czterech lat. Rodzina przeżyła piekło z mężem i ojcem alkoholikiem. Bohaterka programu opowiada, że wyszła kiedyś z dziećmi na spacer, mąż wracał pijany i zaczął ją bić na ulicy na oczach dzieci. Udało jej się wyrwać, pobiegła do domu, spakowała tylko to, co zmieściła do jednego worka i uciekła z dziećmi. Zamieszkała w domu rodzinnym, który w zasadzie na moje oko nadawał się do rozbiórki. Wspominam o tej rodzinie, bo w niej na przekór wszystkiemu i w niewyobrażalnym koszmarze narodziło się wielkie szczęście. Uśmiechnięta mama, kiedyś biegaczka i wspaniałe dzieci. Rzadko się słyszy tak mądre wypowiedzi chłopców w wieku 6, 8 i 10 lat. Jeden mówi: chciałem obronić mamę, ale nie miałem siły. Tyle miłości i radości, tyle pozytywnej energii, że można pozazdrościć. Dzisiaj mają już piękny dom, który należał im się od zawsze. Patrząc na piątkę mądrych i grzecznych dzieci, zastanawiałam się też jak tej kobiecie udało się tak wspaniale je wychować. Przy mężu tyranie, w strasznych warunkach mieszkaniowych i czasami nie dojadając. No cóż nie warunki mają tutaj znaczenie, ale serce tej kobiety, które chociaż bardzo poranione, kochać nie przestało.

Moja koleżanka ma trudne dziecko. Każdy lepszy jego dzień w szkole, pochwała od Pani czy nawet małe osiągnięcie, to dla niej chwile szczęścia. Inna w sobotę ma urodziny. Przychodzi najbliższa rodzina, której dawno nie widziała i dziewczyna mi pisze: ile radości. To jest szczęście i może nie takie z naszych planów czy marzeń ale to z codzienności, które wszystko bije na głowę. Przecież jak łzy z oczu mogą nie polecieć, kiedy mały chłopczyk mówi: chciałem mamę obronić. Matka nie zamieni tego na żadne inne szczęście. Jak można się nie wzruszyć, kiedy wracam z pracy a stół już nakryty i z kuchni ładnie pachnie, bo mąż się postarał. Ile dni, tyle szczęśliwych chwil i każdy ma swoje. Chodzi tylko o to, żeby przestać patrzeć gdzieś w horyzont czy rozliczać przeszłość, ale spojrzeć na swój dzień. Taki zwyczajny, pełen trosk, dramatów, ciężkiej pracy, ale też szczęścia w słowach, gestach czy zdarzeniach.

Jola

Rzeszów, 6 października 2019

Znalezione obrazy dla zapytania usmiechnij sie i zrob wszystko zeby to byl dobry dzien

 
Ludzi dobrej woli jest więcej

W jednym z nigeryjskich stanów znaleziono budynek, w którym przetrzymywano kilkaset osób, w większości dzieci. Jak donosi policja byli oni skuci kajdanami, torturowani i gwałceni. Przeczytałam dzisiaj o tym okrucieństwie, bo dla mnie jak i dla większości ludzi przynajmniej w Europie coś takiego nie mieści się w głowie. Gdy skończył się tekst pod spodem zaczęły się komentarze. Wcale nie jakieś współczujące, ale puste i głupie. Ktoś się nawet czepił redaktora, że zrobił błąd gramatyczny. Nie wiem co się dzisiaj z ludźmi dzieje. Ciężko pojąć taką bezduszność. Jedni zapłaczą nad losem skrzywdzonego zwierzęcia, ale są też tacy, których cieszy nieszczęście nawet sąsiadów czy znajomych.

Pewnej rodzinie zginął piesek. Poszukiwania były bardzo zaawansowane. Właścicielka psa reagowała na każdy sygnał od ludzi i jechała w miejsce, gdzie zwierzę było ostatnio widziane. Gdy zadzwonił pewien Pan, pojechała z nim porozmawiać. Mężczyzna powiedział: mogłem go złapać, ale był brudny i zbrudziłby mi samochód. Kobieta odpowiedziała: zapłaciłabym Panu za sprzątanie. Piesek jest mały i wystraszony. Co mogłoby zrobić takie zwierzę w samochodzie? Zero współczucia i już nie mówię dla psa, ale chociażby dla tych którzy go szukają. Jednak obok bezduszności Pana z samochodu jest Pani ze sklepu, która dawała kawałki kiełbasy szukającym i mówiła: daj Boże, żeby się znalazł. Była też troska i chęć pomocy wielu innych ludzi.

Ostatnio dostałam wiadomość od mojej koleżanki, w której przeczytałam: zbierałyśmy z Julcią kasztany, ile radości. Mamy tylko pięć, ale tak cieszą. Cieszą jak ludzie dobrej woli, którzy pojawiają się obok ludzi czasem nawet odrażających przez swoją wrogość czy obojętność.

Nie tak dawno pewien człowiek wyrządził mi krzywdę. Oczernił mnie i narobił plotek. Światu pokazuje pobożną twarz, ciągle w kościele i zawsze przyjmuje Komunię Świętą. Poczułam odrazę i nawet niechęć do kościoła. Wszystko takie zakłamane – pomyślałam. Jednak znam przecież tylu wspaniałych ludzi z tego samego kościoła, których uśmiech czy dobre słowo leczą moją ranę. Są jak kasztany mojej koleżanki, może nieliczne ale jakże cieszą.

Jesteśmy tacy różni – usłyszałam dzisiaj od koleżanki. Tak, możemy być dobrzy albo źli, możemy być wrażliwi albo obojętni, wiele zależy od nas samych. Ludzie dobrzy często przez skromność nie doceniają swojej wartości. Są bezcenni dla świata i chwała Panu, że można ich spotkać nawet na końcu świata.

Jola

Rzeszów, 29 września 2019

 

Znalezione obrazy dla zapytania ludzi dobre woli jest wiecej

 
Zeznanie

Pewien mężczyzna, głęboko wierzący Żyd, wbiega na lekarską Izbę Przyjęć z żoną i chorym synkiem. Dziecko ma gorączkę i majaczy. Pielęgniarka, lekarz i ochroniarz lekceważą jego błagania o pomoc i każą czekać w kolejce. Zdenerwowany stanem syna ojciec jedzie do drugiego szpitala. W taksówce dziecko umiera. Po jakimś czasie mężczyzna, który nie radzi sobie z bólem zabija osoby odpowiedzialne za śmierć syna. Żegna się z żoną i oddaje w ręce policji. Ludziom, dla których pracował jest bardzo na rękę, żeby został uznany za niepoczytalnego i żeby nigdy nie mógł zdradzić sekretów ich firmy. Wynajmują dobrego adwokata, który zostanie prokuratorem generalnym w zamian za zamknięcie winnego w szpitalu psychiatrycznym. Niestety, sam zainteresowany odmawia. Chce dostać maksymalną karę jaką może wymierzyć mu sąd. Zabił, przyznał się do winy i chce odpokutować. Zawsze był uczciwym człowiekiem, żył zgodnie z Bożymi przykazaniami i dlatego postrzegany był jako dziwak. Gdy odmówił szpitala dla psychicznie chorych i chciał dożywotniego więzienia, ludzie uznali go za wariata.

Opowiedziałam krótko film o człowieku, który bardzo zgrzeszył i chce ponieść za to karę, o ludziach żerujących na jego uczciwości i o adwokacie, w którego sumieniu toczy się walka dobra ze złem.

Oglądając ten film zastanowiłam się nad tym, czy gdybym dzisiaj miała skreślić z Dekalogu przykazania, które łamię, to ile by mi zostało tych, którymi każdego dnia żyję. A także, czy przykazań przestrzegam, bo muszę czy dlatego, że chcę. Odpowiedziałam sobie, że chcę przestrzegać, ale są takie, które łamię każdego dnia. Większość ludzi mówi, że życie wg przykazań jest trudne. Ci, którzy nimi żyją twierdzą, że ich życie jest proste. Myślę, że Ci drudzy mają rację i że Pan Bóg nie rzucił nam kłód pod nogi, lecz koło ratunkowe.

Przykazania i Ewangelia, to życie w prawdzie a człowiek właśnie z prawdą ma problem. Jeżeli mówimy prawdę, to tak jak ten bohater filmu, jesteśmy uznawani za wariatów. Łatwiej więc żyć w kłamstwie, a zakłamani jesteśmy bardzo. Kłamiemy każdego dnia, małe kłamstewka mają często poważne konsekwencje. Ja parę dni temu skłamałam w dobrej wierze, chciałam zrobić coś dobrego, ale niestety nie udało się. Kłamstwo to kłamstwo i te „w dobrej wierze” nie istnieją.

Żyć w prawdzie, nie zdradzać, nie oszukiwać, nie kraść, nie łamać danego słowa i nie mówić fałszywego świadectwa – to droga do czystego sumienia. Zgrzeszyć i odpokutować, kto tak potrafi? Raczej staramy się ukryć swoje winy. Nawet spowiedź święta bywa już zakłamana.

Moja koleżanka żyje w związku niesakramentalnym i bardzo chciałaby przystąpić do komunii św. Znajoma jej powiedziała: to się księdzu nie przyznawaj. Teraz wielu ludzi tak robi. Widzi się czasem kogoś kto naprawdę jest niedobry każdego dnia, kłoci się z sąsiadami, bluźni a w niedzielę ręce złoży i idzie do komunii św.

Wszyscy grzeszymy, taki już jest człowiek i umieć się się do tego przyznać to chyba mała dróżka do świętości.

Przykazania jako dzieci wkuwamy na pamięć, ale do życia mają nam się nie wtrącać. Czasem ludzie, którzy ich nie znają są sprawiedliwsi od nas chrześcijan. Nie chcę przynieść wstydu Jezusowi, który powiedział „Przykazanie nowe daję Wam...” i dlatego jeżeli raz wyrządzę krzywdę człowiekowi, to później dziesięć razy mu to wynagradzam.

Jola

Rzeszów, 22 września 2019

 

Obraz może zawierać: 1 osoba

 

 

 
Zamień złość na wdzięczność a zazdrość na radość

W czasie ostatniej podróży samolotem, usiadła obok mnie uśmiechnięta kobieta. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że pogadamy i podróż szybko zleci. Jakieś 20 minut po starcie zasłabła jedna z pasażerek. Cała załoga samolotu zbiegła się, żeby udzielić pomocy. Byłam przerażona sytuacją i podziwiałam sprawność stewardesy, która naprawdę wiedziała co robi. Pani obok mnie powiedziała, że tydzień temu zmarł pasażer w samolocie linii Ryanair i dodała z uśmiechem: ale jaka piękna śmierć, taka w obłokach. Spojrzałam na nią i po prostu mnie zatkało. Kobieta powtórzyła jeszcze bardziej roześmiana: piękna śmierć, taka w obłokach. Tym razem spojrzałam na nią wymownie i już do końca podróży nie zamieniłyśmy ze sobą ani słowa.

Zastanawiałam się co to w ogóle było. Sarkazm czy jakaś fascynacja śmiercią. Być może chodziło o to, że człowiek odszedł tak blisko nieba. Nie wiem, ale lekkość tej wypowiedzi zszokowała mnie. Wiem, że umrę i że każdy z nas jest śmiertelny. Jak to powiedział mój ulubiony aktor amerykański Morgan Freeman: mam miliony dolarów w banku, ale nie kupię za nie zdrowia ani nie przedłużę życia. To prawda i wiem, że śmierć idzie za nami jak cień i czeka na swój moment. Jednak ten moment najmniej spodziewany jest dla rodziny straszliwym ciosem i nie umiem lekko podejść do podobnych zdarzeń.

Zaczął się rok szkolny i rozmawiałam parę dni temu z nauczycielką klasy pierwszej Szkoły Podstawowej, która ma wśród dzieci chłopca autystycznego. Ponieważ jestem trochę w temacie, to zapytałam, czy dziecko ma nauczyciela wspomagającego. Nauczycielka odpowiedziała: nie, matka mnie prosiła, żebym spróbowała sama z nim pracować, bo bała się napiętnowania. Usłyszałam to nie pierwszy raz. Rodzice dzieci „innych” boją się napiętnowania. Izolują się od ludzi, zamykają ze swoim problemem. Właśnie oglądam Drogę Krzyżową z okazji Polski pod Krzyżem i w pierwszej stacji mężczyzna opowiadając świadectwo swojej wiary powiedział: nasz spowiednik nauczył nas zamieniać złość na wdzięczność. Patrząc na dzieci w jakiś sposób niepełnosprawne też powinniśmy się uczyć zamieniać złość na wdzięczność. Są przysłane przez Boga a przecież wszystko i wszyscy jesteśmy po coś.

Moja koleżanka po kilku latach pobytu w Szkocji, wróciła do Polski. Napisała do mnie z pociągu jadącego z Gdańska do Krakowa: ludzie w przedziale tacy smutni, już wiem, że to Polska. To samo powiedział mi kolega, który wrócił z Portugalii - po powrocie najbardziej brakuje mi roześmianych twarzy. Kiedyś ksiądz w kościele, do którego często chodzę zapytał: czemu Wy jesteście tacy smutni? Chrześcijanin to człowiek radości. Może idąc za radą wspomnianego spowiednika powinniśmy zamieniać złość na wdzięczność czy zazdrość na radość.

I jeszcze jedno przeżycie z tego tygodnia. Znajomi przygarnęli psa ze schroniska. Ktoś im powiedział: w życiu bym nie wziął, co inne rasowego. Czyli co, najważniejsza jest rasa, marka, pochodzenie? Taki zwykły kundelek nie zasługuje na pogłaskanie?

Wczoraj Polacy byli zaproszeni, by stanąć pod Krzyżem i tak wpadło mi do ucha, żeby Boga zapraszać do swojej rzeczywistości. I tutaj jest sedno spawy, jednak żeby to zrobić trzeba wiary, religijność nie wystarczy. Człowiek wiary uśmiechnie się, pokocha inność i pogłaszcze kundelka. Mam nadzieję, że takich jest więcej.

Jola

Rzeszów, 15 września 2019

Obraz może zawierać: buty

 
Teściowe i synowe

Pracowałam kilka lat z młodymi dziewczynami i w naszych codziennych rozmowach temat teściowej powracał jak bumerang. Niestety, teściowe były z reguły te złe i nielubiane. Starałam się zawsze jakoś tłumaczyć obce dla mnie kobiety, przede wszystkim dlatego, że sama mam syna i mam nadzieję, że kiedyś będę miała synową.

Czasem, gdy dzwonię do mojej koleżanki na telefon stacjonarny, odbiera jej teściowa. Gdy proszę koleżankę, teściowa krzyczy: Elunia, do Ciebie. Wiem, że moja koleżanka jest dla niej jak córka. Można i tak, ale jakoś nie zawsze wychodzi. Parę dni temu jedna mężatka z kilkuletnim stażem powiedziała coś bardzo ważnego o swojej teściowej: zmieniła się, bo widzi że mimo tego jaka jestem, jej syn mnie kocha i jest ze mną po prostu szczęśliwy. Dotarło wtedy do mnie, że w sumie nie jest ważne czy moja synowa będzie gotować obiady i będzie dobrą gospodynią, najważniejsze żeby syn był szczęśliwy.

Kiedyś koleżanka syna upiekła ciasto. Syn przyniósł je do domu a ja powiedziałam, że to zakalec. Mój syn odpowiedział: to przeze mnie, bo ja pomagałem. Spodobała mi się jego postawa, będzie kiedyś umiał bronić swojej żony. Jeżeli jest miłość w małżeństwie, to trzeba jej bronić.

Moja koleżanka ma dziecko z problemami. Trochę inne od wszystkich, niestety rodzina męża nie rozumie powagi sytuacji i dziecko dostaje prezenty zupełnie dla niego nieodpowiednie. Koleżanka wychodzi na tę złą, która gardzi czy też dziwaczy. Tutaj powinien działać mąż, stanąć murem za żoną i rozmawiać z rodziną.

Synowa i teściowa, matka i żona i dwie różne miłości. Ta, która wychowała nie zawsze chce odciąć pępowinę. Chciałaby urządzać synowi małżeńskie życie i położyć na łóżku w sypialni bordową narzutę. No cóż, okazuje się jednak, że synowa chce szarą i to ona ma prawo do wybrania koloru.

Często wydaje nam się, że wszystko wiemy najlepiej. To głupie przekonanie o własnej nieomylności, zwyczajny egoizm potrafi zrujnować wiele małżeństw. Wzajemne żale i pretensje są jak rak w rodzinie. Potrzebne są kompromisy i umiejętność wybaczania. Są oczywiście różne sytuacje, zdarzają się po prostu złe synowe, które zaniedbują dzieci i złe teściowe, które buntują synów przeciwko ich żonom. Jednak w większości rodzin wystarczy odrobina dobrej woli i dużo można naprawić. Syn nigdy nie odchodzi na zawsze. Rozpoczyna po prostu nowy etap w życiu, a rolą matki jest modlić się, żeby ten etap był najszczęśliwszy.

Jola

Rzeszów, 8 września 2019

Znalezione obrazy dla zapytania tesciowe i synowe

 

 

 
Co jest w życiu najważniejsze?

Często wpada mi w oko udostępniana przez ludzi fotka, na której jakaś postać odchodzi do wieczności. Zostawia za sobą wszystko, nawet buty, bo tam dokąd idzie nic już nie będzie potrzebne. Każdy z nas o tym wie, a jednak całe życie gromadzi. Ostatnio moja koleżanka zmieniała miejsce zamieszkania i musiała wszystko spakować, żeby przewieźć do nowego domu. Pakując się powiedziała mi: ile mam rzeczy niepotrzebnych, jak dużo musiałam wyrzucić. Nie płakała nad tym, ale gdy pomyślała o ludziach, których musi zostawić, a przecież w jakiś sposób byli jej bliscy, to łzy same pchały się do oczu. Właśnie te łzy dają nam odpowiedź na pytanie, co jest w życiu najważniejsze.

Gdyby dzisiaj rozbił mi się mój telewizor, to klęłabym pewnie z wściekłości i jutro kupiłabym nowy, albo nie kupiłabym wcale, jeżeli nie byłoby mnie stać. Gdy moja przyjaciółka wyjechała, to świat wokół mnie bardzo się zmienił, opustoszał. Przejeżdżając obok jej bloku, spojrzałam w puste okna i pomyślałam: smutno. To też daje nam odpowiedź na pytanie, co jest w życiu najważniejsze. Człowiek i to, czego nie można kupić za pieniądze.

Dzisiaj przeczytałam zdanie, które Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział do cierpiącej matki zamordowanego Grzegorza Przemyka. Papież przytulił kobietę i powiedział: jak mam Cię pocieszyć? Nawet on nie potrafił. Czasem wobec bólu po stracie zastanawiam się, czy warto kochać? Miłość czy przyjaźń przychodzą same i nawet gdybyśmy nie chcieli, to nasze serce nie umie powiedzieć „nie”. Serce, które nie kocha jest puste i często okrutne. Miłość i przyjaźń, to wielka radość, ale też tęsknota, ból czy cierpienie. Dostajemy pełen pakiet, w którym to co piękne, musi boleć.

Tydzień temu moja koleżanka wysłała mi zdjęcie swojej siostry, która wybierała się na wesele. Na drugi dzień opowiedziała mi o tragedii, która właśnie na tym weselu się wydarzyła. Matka Panny Młodej spadła o czwartej nad ranem z krzesła i zmarła na zawał, a ją samą zabrało pogotowie. Każdy powie: szok. W ciągu jednej nocy radość i szczęście zamieniły się w straszliwy ból i smutek. Kolor biały zamienił się w czarny, wesele w pogrzeb. Tak bardzo wszystko jest ulotne i nic w życiu nie jesteśmy w stanie zaplanować czy wyreżyserować. Można być tylko wdzięcznym i szanować czas. Czas na miłość i przyjaźń, czas dla kogoś.

Jola

Rzeszów, 1 września 2019

 

 
Parafia rzymsko - katolicka pw. Chrystusa Króla w Rzeszowie

ul. Ks. J. Jałowego 37 A
35-010 Rzeszów
Tel.: (17) 853 24 82
WWW: www.chrystuskrol.rzeszow.pl
E-mail:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.